wtorek, 20 listopada 2018

Newsroom

8 proc. z obligacji? Tylko dla orłów

Emil Szweda dla Domu Maklerskiego Michael / Ström | 22 września 2017
Obligacje o ponadprzeciętnym oprocentowaniu wciąż znajdują amatorów chętnych do podjęcia ryzyka. Problem w tym, że nie wszyscy z nich zdają sobie z tego ryzyka sprawę.

Skrót tekstu ukazał się w Gazecie Giełdy i Inwestorów "Parkiet" 16 sierpnia 2017 roku.

W ciągu 12 miesięcy (do końca czerwca br.) na Catalyst zapadały obligacje o wartości 4,2 mld zł, z czego 63 mln złotych nie wróciło do inwestorów. Choć może się wydawać, że problem nie jest duży na tle całego rynku, to nie powinno ujść uwagi, że w grupie niewykupionych na czas emisji znalazły się wyłącznie obligacje o ponadprzeciętnym oprocentowaniu (zwykle 8-9 proc.), z których większości starano się nadać pozory bezpiecznej inwestycji ustanawiając dodatkowe zabezpieczenie.

Ale podwyższone oprocentowanie to nie jedyna cecha, na którą warto zwrócić uwagę przeglądając listę obligacji, które nie zostały wykupione. Druga to wielkość oferty – wszystkie spośród emisji, które nie zostały terminowo spłacone w omawianym okresie, miały wartość do 10 mln zł, co w świecie obligacji jest niską wartością. Zbyt niską, by skłonić inwestorów instytucjonalnych do choćby rozważenia udziału w emisji.

Oczywiście nie każda mała i wysokooprocentowana obligacja nie wraca do właściciela. Przeciwnie. Ze statystyk serwisu Obligacje.pl wynika, że na przestrzeni ostatnich lat większość tego rodzaju emisji była obsługiwana prawidłowo, jednak odsetek tych, które nie zostały spłacone, utrzymywał się na niepokojącym poziomie 25 proc., bez względu na koniunkturę gospodarczą w latach 2013-2017.

W tym miejscu powstaje pewien paradoks rynku. Choć obligacje o podwyższonym oprocentowaniu ze względu na również podwyższone ryzyko powinny być oferowane inwestorom profesjonalnym, to często dzieje się odwrotnie i kupują je indywidualni inwestorzy, zwykle nieprzygotowani do oceny ryzyka. Oczywiście nie można odmówić szans także indywidualnym inwestorom, wśród których są i tacy, którzy świetnie sobie radzą na rynku obligacji i osiągają ponadprzeciętne rezultaty, ale z reguły nie są oni laikami, lecz mają za sobą lata doświadczeń w instytucjach finansowych.

Można sytuację porównać do jazdy samochodem. Zawodowi kierowcy rajdowi i doświadczeni amatorzy potrafią poradzić sobie z szybką jazdą także przy złych warunkach. Kierowcom bez większego doświadczenia pozostaje prawy pas i zdrowy rozsądek.

Początkujący inwestorzy powinni zwrócić więc szczególną uwagę na wysokość oprocentowania i wielkość emisji, ale nie tylko na nie. Inwestor na rynku obligacji różni się od tego z rynku akcji. Na rynku akcji liczy się perspektywa wzrostu zysków przedsiębiorstwa – de facto to ona jest kupowana na giełdzie. Obligacje są bliżej czasu teraźniejszego – liczy się zdolność emitenta do obsługi zobowiązań finansowych. Nie tylko ta z przyszłości, ale także dzisiejsza. Inwestor musi zachować się jak bank decydujący o udzieleniu kredytu – jeśli dłużnik ma dziś zdolność do jego spłaty i wszystko wskazuje na to, że będzie ją miał także w przyszłości, decyzja może być pozytywna. Ale jeśli jedyną zdolnością kredytową spółki są prognozy przyszłych zysków, lepiej byłoby kupić akcje takiej spółki. Jeśli firma osiągnie planowany sukces, zysk akcjonariuszy będzie zapewne znacznie wyższy niż ograniczone do 8 proc. oprocentowanie obligacji.

Niewykupione obligacje z Catalyst w ostatnich 12 miesiącach

Więcej wiadomości kategorii Poradniki

Emisje