poniedziałek, 14 października 2019

Newsroom

Ile naprawdę można zarobić na obligacjach firm?

Emil Szweda dla Domu Maklerskiego Michael / Ström | 18 września 2017
Średnie oprocentowanie obligacji oferowanych detalicznym inwestorom na podstawie prospektów emisyjnych (emisje publiczne) wyniosło 5,71 proc. w okresie ostatnich 12 miesięcy.

Skrót tekstu ukazał się w Gazecie Giełdy i Inwestorów "Parkiet" 16 sierpnia 2017 roku.

To średnia wyciągnięta z 29 emisji przeprowadzonych od lipca 2016 r. do końca czerwca 2017 r. Wartość tych ofert wyniosła 1,24 mld zł, a oferty przeprowadziło ośmiu emitentów. Każdy z nich przeprowadzał emisje częściej niż raz (rekordzistą był Getin Noble Bank, który publiczne emisje organizował w tym czasie dziesięciokrotnie), dlatego być może właściwszym będzie wyciągnięcie średniej nie ze wszystkich emisji, ale z poszczególnych emitentów (w końcu trudno zakładać, że nawet najbardziej aktywny inwestor wziął udział we wszystkich 29 emisjach). W takim ujęciu wyniosłaby ona 5,24 proc. (szczegóły w tabeli na końcu tekstu).

Tyle mniej więcej można było zarobić biorąc udział w ostatnich emisjach publicznych. Dlaczego właśnie one, skoro to emisje prywatne dominują na rynku? Z kilku powodów. Po pierwsze nie wszystkie prywatne emisje obligacji skierowane są do indywidualnych inwestorów. Zwłaszcza te największe, których wartość sięga kilkuset milionów złotych trafiają najczęściej wyłącznie do portfeli instytucjonalnych. Po drugie, rejestr wszystkich prywatnych emisji nie jest nigdzie prowadzony, po trzecie wreszcie pojedynczy inwestor raczej nie może mieć dostępu do wszystkich emisji prywatnych, zresztą próg uczestnictwa jest w nich zawieszony dość wysoko – najczęściej na poziomie 50 tys. zł i więcej.

Publiczne emisje przeprowadzane na podstawie prospektów są zaś szeroko dostępne, z minimalną wartością zapisu już od 100 zł. Po drugie w tej grupie znajdziemy emisje o stosunkowo najniższym ryzyku inwestycji (tylko raz w historii zdarzyło się, by podmiot przeprowadzający emisję obligacji na podstawie prospektu później zbankrutował – był to Gant). Skupiamy więc uwagę na ofertach publicznie dostępnych, „dla każdego” i o stosunkowo niskim ryzyku inwestycji (co nie znaczy jeszcze, że takie ryzyko nie istnieje), które pozwalają zarobić średnio nieco powyżej 5 proc. brutto. Mało? Dużo? Wszystko zależy od tego, jaki materiał porównawczy wybierzemy. Oprocentowanie poszczególnych emisji zależy wprost od podejmowanego przez inwestorów ryzyka – im jest ono wyższe, tym wyższe jest ryzyko inwestycji.

Do porównania z obligacjami firm najlepiej wybrać alternatywę o niższym ryzyku. Jako stopę wolną od ryzyka możemy potraktować oprocentowanie lokat bankowych. W finansowym kanonie taką rolę pełnią wprawdzie bony skarbowe, ale nie są to instrumenty powszechnie dostępne, nie tak jak lokaty, które w dodatku chronione są przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (do wysokości 100 tys. euro). Według statystyk Narodowego Banku Polskiego średnie oprocentowanie lokat dostępnych dla klientów indywidualnych wynosiło w maju br. 1,4 proc. w przypadku depozytów do dwóch lat. Klientom gotowym zamrozić środki powyżej dwóch lat banki skłonne są zapłacić średnio 2,2 proc. Oczywiście jest to tylko średnia, co oznacza, że na rynku znajdziemy też wyżej oprocentowane lokaty, ale także spora część emisji obligacji oprocentowana jest powyżej prezentowanej średniej.

Lekko licząc inwestorzy biorący udział w emisjach obligacji mogą liczyć na zyski o 3-4 pkt proc. wyższe niż gdyby zostawili swoje pieniądze w bankach. Nie każdemu taka stawka będzie odpowiadać, bo zysk rzędu 3 proc. nie zawsze wynagrodzi ryzyko, a czasem i trud inwestowania (w przypadku inwestycji rzędu 1000 zł, różnica wyniesie 30-40 zł brutto w skali roku). Jednak można też spojrzeć na rzecz inaczej i dostrzec, że 5,2 proc. to 3,7 razy więcej niż 1,4 proc. Wtedy inwestycja w obligacje korporacyjne nabiera nowej, powabnej perspektywy.

Możemy też porównać obie formy inwestycji do detalicznych obligacji skarbowych. Aktualne oprocentowanie obligacji dwuletnich wynosi 2,1 proc. (stałe) i dochodzi do 3,2 proc. w przypadku papierów dwunastoletnich (w pierwszym roku inwestycji). Obligacje firm dają więc zysk o 60-150 proc. wyższy (przy czym obligacje dwunastoletnie dostępne są tylko dla beneficjentów rządowego programu 500+ i w praktyce nie budzą większego zainteresowania).

Ceną, której nie widać na pierwszy rzut oka jest płynność inwestycji. Lokatę można zerwać w dowolnym momencie, choć najczęściej za cenę utraty odsetek. Obligacje skarbowe można przedstawić do wykupu już po miesiącu od rozpoczęcia inwestycji (zwrot środków trwa pięć dni), także tracąc odsetki (ale nie więcej niż 70 groszy – w przypadku papierów dwuletnich) – od jednej obligacji. Co oznacza utratę minimum 1/3 zysków, a maksimum ich całości. W przypadku obligacji korporacyjnych można wycofać się z inwestycji przez sprzedaż obligacji na giełdzie (Catalyst), nie tracąc przy tym nic z naliczonych odsetek (choć ponosząc koszty prowizji maklerskiej, zwykle w wysokości 0,19 proc. wartości zlecenia). Obligacje pochodzące z publicznych emisji należą przy tym do najpłynniejszych papierów na Catalyst, a często obok naliczonych odsetek można też liczyć na dodatkową premię (cenę sprzedaży wyższą niż nabycia), czego oczywiście nie oferują ani lokaty bankowe, ani detaliczne obligacje skarbowe.

Podwyższone oprocentowanie (względem lokat bankowych i obligacji skarbowych) papierów korporacyjnych ma więc swoje dodatkowe zalety, a ceną jest rzecz jasna wyższe ryzyko inwestycji. Nie tak jednak wysokie, by nie dało się go okiełznać.

Prospektowe publiczne emisje obligacji w ostatnich 12 miesiącach

Więcej wiadomości kategorii Poradniki

Emisje