poniedziałek, 14 października 2019

Newsroom

Obligacje to nie wszystko, czyli jak dodać mocy swojemu portfelowi aktywów

Artykuł sponsorowany | 21 marca 2016
"(...) niskie stopy procentowe sprawiają, iż użycie słowa „inwestycja” w odniesieniu do obligacji czy bonów skarbowych wydaje się być nadużyciem".

Czy stopę zwrotu z portfela obligacji korporacyjnych da się istotnie zwiększyć, dołączając do niego fundusz private equity? Szczególnie, że stopy zwrotu uzyskiwane przez fundusze private equity są wysokie, wyższe niż na rynku akcji notowanych. Długoterminowe statystyki pokazują, że kupując pod koniec 2000 roku akcje amerykańskie czy niemieckie – indeksy S&P 500 czy DAX – inwestor do połowy 2015 roku mógł powiększyć wartość swojej inwestycji dwukrotnie, a w tym samym czasie indeks Preqin Buyout, pokazujący średnią stopę zwrotu ponad 8 tys. funduszy private equity, wzrósł czterokrotnie.

Świat niskich stóp procentowych zmienia realia inwestycyjne

Zadane powyżej pytanie wydaje się tym bardziej aktualne, że niskie stopy procentowe sprawiają, iż użycie słowa „inwestycja” w odniesieniu do obligacji czy bonów skarbowych wydaje się być nadużyciem. W Polsce jeszcze nie jest tak źle, jak np. u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie inwestorzy mogą ulokować oszczędności w obligacjach rządu Niemiec z rentownością minus 0,5 proc. na dwa lata czy minus 0,3 proc. na pięć lat, co oznacza zgodę na to, że inwestując 100 euro dostaną za 2 lata 99 euro lub 98,5 euro za pięć lat. W Polsce co prawda wciąż widzimy „plus”, choć to mizerne 2 proc. „Inwestycja” w obligacje o ujemnej stopie procentowej to akt kapitulacji i desperacji, ale akceptacji rentowności polskich obligacji na poziomie 2 proc. niewiele do takiej kapitulacji brakuje.

W takiej sytuacji naturalne jest, że inwestorzy – nie mogąc zarabiać bez ryzyka – decydują się na jego ostrożną akceptację i szukają alternatyw, takich jak obligacje korporacyjne. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z ryzykiem niezdolności emitenta do wykupu papierów w terminie, a w skrajnych przypadkach wręcz bankructwa i całkowitej niezdolności do spłaty. Tego ryzyka nie da się całkowicie wyeliminować, choć oczywiście da się je zmniejszyć poprzez dywersyfikację portfela i „niewkładanie wszystkich jajek do jednego koszyka” – koniecznie więc trzeba inwestować w portfel wielu papierów.

Wyzwania przy inwestowaniu w obligacje korporacyjne

Jeśli postępujemy rozważnie i inwestujemy w portfel obligacji korporacyjnych, możemy uzyskać akceptowalny i relatywnie niski poziom ryzyka oraz możemy mieć nadzieję na uzyskanie kilkuprocentowych stóp zwrotu. Wciąż niewiele, ale zdecydowanie można tu przekroczyć możliwości zyskowności papierów skarbowych i lokat bankowych. Oczywiście, na rynku obligacji występuje naturalne zjawisko, polegające na tym, że im dłuższy jest termin wykupu, tym wyższa rentowność. W praktyce, inwestując w portfel obligacji skarbowych, decydujemy się na ograniczenie płynności i trzymanie papierów do wykupu, ponieważ rynek wtórny tych obligacji jest w zasadzie niepłynny i notowanie poszczególnych papierów na rynku Catalyst absolutnie nie oznacza, że będziemy w stanie te papiery wcześniej zbyć.

Jednocześnie, inwestując w obligacje korporacyjne, również napotykamy na barierę wejścia i wyjścia. Dysponując poważniejszym kapitałem jesteśmy właściwie skazani na uczestnictwo w emisjach obligacji, gdyż płynność solidnych papierów na rynku wtórnym (Catalyst) pozostawia wiele do życzenia, często nawet jeśli mówimy o seriach obligacji wartych nominalnie 100 mln zł i więcej. Dzieje się tak, ponieważ inwestorzy – głównie bywają to instytucje finansowe – trzymają papiery do wykupu. Z tego też powodu często nawet jeśli nieefektywność rynku sprawia, że pojawia się prawdziwa okazja rynkowa na rynku Catalyst, to skorzystać może tylko gracz o małym portfelu. Co więcej, toczy się tu gra z cyklu „kto szybszy”, nie mówiąc o konieczności obserwowania notowań non stop. Próby wyjścia z inwestycji przed wykupem obligacji przez emitenta też często są bardzo utrudnione przez niską płynność obrotu. Czy po doliczeniu mojego czasu gra jest warta świeczki? Takie pytanie powinien zadać sobie niejeden inwestor.

Wracając do emisji obligacji, trzeba mieć też świadomość, że atrakcyjnych emisji nie ma zbyt wiele. Co więcej, trzeba inwestować dokładnie w danym momencie, dlatego też bardzo trudno byłoby zbudować w ten sposób atrakcyjny portfel obligacji, w którym cała gotówka pracowałaby bez przerwy. Spójrzmy na obecną sytuację – z okolicy 20 marca 2016 roku. Jak można łatwo sprawdzić na portalu Obligacje.pl, trwają zaledwie dwie emisje, przy czym jedna kończy się w środę, 23 marca. Emisje te oferują oprocentowanie rzędu WIBOR6M + 3-4 pkt proc., zatem jest to orientacyjnie 4,9-5,7 proc. w skali rocznej przy obecnych warunkach rynkowych.

Poza tym, im wyższe oprocentowanie, tym zdecydowanie rośnie ryzyko. Żaden emitent o dobrym standingu finansowym nie jest zmuszony do płacenia 10 czy 15 proc. za pożyczone pieniądze przy koszcie pieniądza na rynku międzybankowym rzędu 1,6-1,7 proc. Dlatego też z reguły bezpieczne zyski z portfela obligacyjnego w świecie niskich stóp procentowych pozostają jednocyfrowe, a można nawet powiedzieć, że zdecydowanie bliżej 4-5 proc. niż 10 proc. Mamy więc po stronie ryzyka ewentualną niezdolność emitentów do spłaty, czyli ryzyko związane z działalnością kilku, kilkunastu spółek (ryzyko istotne, ponieważ spółki finansują z emisji obligacji projekty, z których nie wszystkie muszą się udać), a po stronie zysków nieco większą rentowność niż papiery skarbowe. Płynność inwestycji jest niska, a horyzont z reguły kilkuletni.

Korzystne uzupełnienie portfela

Spójrzmy zatem na fundusz private equity. Po stronie ryzyka i płynności inwestycji mamy zbliżony profil: inwestycja kilkuletnia, nieduża płynność, ryzyko podobne – gdyż mamy w portfelu akcje kilku, kilkunastu spółek. Różnica pojawia się w przypadku oczekiwanych stóp zwrotu. O ile w przypadku obligacji korporacyjnych ponosimy ryzyko realizacji przez spółki nowych projektów, które jeśli się nie udadzą, „topią” nasze pieniądze, to w przypadku kiedy się udadzą śmietankę zgarniają akcjonariusze. Obligatariusze zanotują jedynie rentowność obligacji. Jeśli chodzi o fundusz private equity, to w przypadku powodzenia realizacji finansowanych projektów możemy liczyć na bardzo wysokie stopy zwrotu, najczęściej dwucyfrowe. Przy tym fundusz, posiadając kontrolne pakiety akcji spółek, w które inwestuje, kontroluje to, co się w nich dzieje i w przypadku problemów jest w stanie szybko zareagować i chronić zainwestowane środki.

Profesjonalni instytucjonalni inwestorzy z USA czy Europy Zachodniej inwestują w private equity średnio 10 proc. całkowitego swojego portfela – właśnie ze względu na oczekiwaną stopę zwrotu. Wydaje się, że polscy inwestorzy powinni rozważyć podobną alokację i chcieć około 10 proc. swoich środków przeznaczać na inwestycje o wyższym ryzyku, ale oczekiwanej stopie zwrotu najwyższej ze wszystkich klas aktywów. Szczególnie, jeśli zdecydowali wcześniej, że nie chcą „skapitulować” i zostać przy niedających szans na zarobek obligacjach skarbowych oraz zaakceptowali ryzyko spółek, inwestując w obligacje korporacyjne.

Dodanie 10 proc. private equity do portfela niewiele zmienia jego płynność i ryzyko, a znacznie zwiększa oczekiwaną stopę zwrotu.

Konstruując swój portfel aktywów, warto zatem spojrzeć na rynek private equity w zakresie aktywów niepublicznych oraz na strategię absolute return w zakresie aktywów notowanych na giełdach. Dobrym przykładem jest tu rynkowy lider – CP FIZ, fundusz zarządzany przez polskie TFI Capital Partners, należące do giełdowej spółki Capital Partners SA.

Więcej wiadomości o Capital Partners S.A.

Więcej wiadomości kategorii Fundusze

Emisje