czwartek, 30 marca 2017

Newsroom

Obligacje zagraniczne – czy to się opłaca?

Darek Frańczak* | 27 stycznia 2017
Pomimo niższych rentowności obligacje krajów rozwiniętych mogą być ciekawym dodatkiem do portfela.

Obowiązujący na rynku akcyjnym podział na rynki rozwinięte (DM) i rozwijające się (EM) jest nawet wyraźniejszy na rynku długu. Działania czołowych banków centralnych (Stany Zjednoczone, Europa, Japonia, Szwajcaria) sprawiły, że gospodarki rozwinięte operują w środowisku bardzo niskich stóp procentowych. Pomimo istotnych spadków (kompresja stóp), rentowności obserwowane na rynkach rozwijających się są istotnie wyższe. Dotyczy to zwłaszcza regionów o dużych wewnętrznych nierównowagach (np. Turcja), które dodatkowo cierpią w skutek umacniającego się dolara (koszty importu, zadłużenie walutowe).

Rentowności wybranych instrumentów

Źródło: Stooq.pl, Bloomberg.

Polska to kraj zaliczany do rynków wschodzących i w konsekwencji nasze rynki zależne są od globalnej percepcji aktywów ryzykowanych (risk on/risk off). Co więcej, dotyczy to zarówno rynku dłużnego jak i walutowego. Pomimo że w okresach stabilizacji korelacja między poszczególnymi rynkami rozwijającymi się maleje, to wzrasta ona w przypadku globalnych przereagowań. Taka relacja karze budować dywersyfikację w oparciu o rynki rozwinięte. Jest to stwierdzenie tym bardziej zasadne, że zdecydowana większość rynku dłużnego przypada na ten segment.

Słuszna w teorii koncepcja, jest brutalnie weryfikowana przez rynki finansowe, bowiem oferowane rentowności są skrajnie niskie. Dla polskiego inwestora takie papiery mają niższą rentowność i wyższą zmienność (uwzględnione zmiany kursowe) w stosunku do krajowych odpowiedników.

Z racji bliskich zeru rentowności, kluczową kwestią pozostaje waluta. Dla dużych podmiotów (banki, fundusze, zakłady ubezpieczeń) budujących ekspozycję za granicą oderwanie się jednak od obligacji jest kłopotliwe, a niejednokrotnie niemożliwe.

Szukając wyższych rentowności w ramach rynków rozwiniętych naturalnym kierunkiem jest segment korporacyjny, z klasycznie rosnącymi rentownościami w ślad za malejącą wiarygodnością emitenta. W tym miejscu należy jednak pamiętać, że specyfika rynku (obligacje stałokuponowe) sprawia, że jest to rynek daleko bardziej wrażliwy na zmiany stóp procentowych niż polski.

Dla inwestorów postrzegających inwestycje zagraniczne jako naturalne zabezpieczenie przed sytuacją w Polsce, gorsze parametry są koszem hedgingu. W przypadku inwestorów rozliczanych z parametrów portfela (np. funduszy inwestycyjnych) często stosowaną strategią jest natomiast swapowanie takich inwestycji na polską walutę. Podnosi to ich rentowność, a także ogranicza zmienność. Z drugiej strony taka strategia nie chroni przed ryzykiem osłabienia złotego.

*Autor jest pasjonatem rynków kapitałowych z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży finansowej.

Więcej wiadomości kategorii Poradniki

Emisje