czwartek, 02 lipca 2020

Newsroom

Duże emisje kuszą na rynku wtórnym

Emil Szweda | 19 czerwca 2020
750 mld dolarów, które Fed zamierza przeznaczyć na skup obligacji korporacyjnych do 30 września to kolejny sygnał do inwestorów – ryzyko braku płynności nie istnieje, a więc i ryzyko kredytowe jest mniejsze.

Fed zamierza skupić się na obligacjach o ratingu inwestycyjnym, względnie na ETF’ach inwestujących w spółki o niższych ocenach kredytowych, ale skutki odczuwa już cały rynek amerykański. Efektywna rentowność obligacji high yield spadła do 6,3 proc. (z 11,4 proc. w szczycie paniki w marcu) i znalazła się na tych samych poziomach co rok temu. Do 5 proc. z trzeciej dekady lutego jeszcze trochę brakuje, ale można powiedzieć, że Fed zrobił swoje – ryzyko wzrostu rentowności wynikające z braku płynności rynku zostało przynajmniej na jakiś czas wyeliminowane.

Choć wydarzenia dotyczą rynku amerykańskiego, mają poważne znaczenie dla całego świata. Inwestorzy zaznajomieni z kondycją rynku długu zdają sobie sprawę, że globalna gospodarka jest przelewarowana, w szczególności za sprawą wzrostu zadłużenia rządowego i korporacyjnego. Działania banków centralnych nie zdejmują ryzyka kredytowego, ale zbicie kosztów obsługi zadłużenia pozwala przynajmniej utrzymać głowy nad powierzchnią (obsługiwać dług). Nie można wyciągać wniosków, że działania Fed pozwalają istnieć podmiotom, które bez tej interwencji czekałaby upadłość. Fed zamierza kupować głównie obligacje o ratingu inwestycyjnym w dniu zakupu oraz samodzielnie dokonywać oceny jakości kredytowej emitentów. Fed nie zamierza więc ratować bankrutów, a jedynie dostarczać rynkowi płynności. Tego rodzaju działania nie gwarantują, że w następstwie gospodarczych skutków pandemii przedsiębiorstwa nie odnotują spadku przychodów i nie stracą ratingów. Fed po prostu dostarczył rynkowi płynności i podjął ryzyko inwestycji (lewarowanych w stosunku 1 do 10), na którym – tak jak każdy inny uczestnik rynku – może zarobić, ale może także stracić, jeśli skutki gospodarcze pandemii będą głębsze i zaważą na wypłacalności firm, których obligacje bank centralny bezpośrednio czy pośrednio (przez ETF-y) będzie posiadał. Nawiasem mówiąc, skoro Fed bardziej ufa ETF-om niż funduszom zarządzanym aktywnie jest to pewnego rodzaju rekomendacja dla całego rynku.

Co to wszystko może mieć wspólnego z naszym rynkiem długu? Bezpośrednio niewiele, pośrednio zdjęcie ryzyka płynności z największego rynku obligacji dotyczy także wszystkich pozostałych. U nas interwencje banku centralnego nie są potrzebne. Obligacje takich firm jak Cyfrowy Polsat czy KGHM wróciły do dawnych poziomów zyskując w dwa miesiące po 4-5 pkt proc. Jest to o tyle interesujące, że ich oprocentowanie jest przecież oparte o stawki WIBOR, te zaś dramatycznie stopniały. Sześcioletnie papiery Cyfrowego Polsatu dają nabywcy 1,95 proc. rentowności brutto wobec 3,5 proc. w dniu emisji (przed rokiem). Wniosek z tego taki, że najwięksi inwestorzy zaczynają mieć problem z ulokowaniem środków po satysfakcjonującej rentowności i akceptują takie ceny, jakich nie akceptowali przed wybuchem pandemii (wtedy papiery CPS kosztowały 102 proc., ale WIBOR był o 1,4 pkt proc. wyżej).

Może to oznaczać, że pojawiło się miejsce na nowe emisje obligacji korporacyjnych (a nie tylko BGK i PRF) przynajmniej dla największych firm, które przed skutkami pandemii potrafią się obronić. Tymczasem od tygodnia trwają zapisy inwestorów indywidualnych na papiery Ghelamco i potrwają do 26 czerwca.

Więcej wiadomości kategorii Komentarze

Emisje