środa, 19 grudnia 2018

Newsroom

Podsumowanie tygodnia: O wyższości zmiennokuponowych papierów

Emil Szweda, Obligacje.pl | 05 października 2018
Wydarzenia na globalnych rynkach co najmniej przypomniały, jak złożona jest sytuacja na rynku długu. Skok rentowności amerykańskich i włoskich obligacji nie uszedł uwadze inwestorów z rynków akcji, lecz wciąż nie musi oznaczać nic wielkiego.

Nie musi, ale może. 3,2 proc. rentowności amerykańskich 10-latek to poziom notowany po raz ostatni siedem lat temu, gdy dla odmiany rentowność spadała, a ceny rosły m.in. dzięki zakupom obligacji przez Fed. Teraz Fed obligacji nie skupuje, inwestorzy boją się za dobrych danych z rynku pracy, bo to jest kolejny element przemawiający za podwyżkami stóp. Kolejny, bo jest jeszcze ropa, obniżanie podatków (firmom), no i wojna celna z Chinami, która – jak się wydaje – w którymś momencie musi przełożyć się na wzrost cen w sklepach. Oczywiście, może być i tak, że kapitał uciekający z rynku akcji przeniesie się na obligacje skarbowe, co stłumi wzrost rentowności i za tydzień nikt nie będzie o całym zamieszaniu pamiętał. Może poza garstką zapaleńców przypominających, że rentowność obligacji 10-letnich amerykańskiego rządu wybiła się z 30-letniego trendu spadkowego i w długim terminie oznacza to prawdopodobnie koniec ery coraz niższych stóp procentowych. Nie wszystkich jednak długi termin interesuje, zwłaszcza gdy koniec roku jest już tak blisko.

Osobnym problemem może być reakcja obligacji śmieciowych na nowe rentowności papierów skarbowych, która w przypadku 10-letnich papierów wzrosła o 90 punktów bazowych w ciągu 12 miesięcy. Logika nakazywałaby, aby rentowność papierów high yield wzrosła co najmniej w podobnej skali, jednak poszukujący wyższych zwrotów na rynkach obligacji na razie na to nie pozwalają. Kondycja emitentów jest dobra, wszak gospodarka rośnie szybko, wskaźnik defaultów utrzymuje się w okolicach 3 proc. (dla papierów bez ratingu inwestycyjnego). Skoro o tym mowa, na Catalyst opracowany przez Obligacje.pl Indeks Default Ratio utrzymuje się niewiele powyżej 2 proc., mimo że obligacje GetBacku już ciążą na indeksie. To także pokazuje, że gdyby nie GetBack, atmosfera na rynku byłaby zupełnie inna, a ryzyka związane z inwestycjami w obligacje korporacyjne wciąż byłyby zapominane.

Warto jednak pamiętać o jednej istotnej przewadze, jaką mają krajowe obligacje korporacyjne nad „resztą świata”. Jest nią zmienne oprocentowanie oparte o WIBOR. W ostatnich latach taka konstrukcja pozwalała emitentom najpierw oszczędzać na kosztach odsetkowych, a później przewidywać ich wysokość równie łatwo jak przy papierach o stałym oprocentowaniu (wysokość WIBOR zmienia się w bardzo wąskim zakresie już od trzech lat), ale teraz może wreszcie okazać swoją przewagę względem stałokuponowych papierów i ustrzec Catalyst przed wyprzedażą z uwagi na „zachowanie rynków bazowych”. Kontrakty terminowe na stopę procentową zaczynają powoli dyskontować możliwość wzrostu WIBOR, niezależnie od tego, co ma na ten temat do powiedzenia Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. Ruch kontraktów może mieć oczywiście więcej wspólnego z zachowaniem rentowności obligacji skarbowych, ale może też dyskontować niejasne jeszcze przeczucia dotyczące przyszłości. Nie kupuje się ośmiu ton złota bez żadnego wyraźnego powodu, tak samo jak nie rozważa się wprowadzenia możliwości interwencyjnego skupu obligacji korporacyjnych, ot tak, dla rozrywki i ćwiczenia rozleniwionego stabilizacją umysłu (mowa o inwestycji NBP i wypowiedzi jednego z członków RPP).

Więcej wiadomości kategorii Komentarze

Emisje