sobota, 15 sierpnia 2020

Newsroom

Podsumowanie tygodnia: Szukanie schronienia?

Emil Szweda | 24 lipca 2020
Rentowność obligacji w USA ponownie zmierza w kierunku minimów, a w piątek w Europie obligacje taniały, drożały natomiast metale szlachetne. Inwestorzy szukają bezpiecznych przystani.

Trudno powiedzieć, czy znajdą je tam, gdzie ich szukają, ale rentowność 10-letnich obligacji USA spadła w piątek do 0,57 proc. dotykając w ten sposób dołków z 10 lipca i połowy kwietnia, za którymi jest już tylko minimum z marcowej paniki (0,397 proc.). Rentowność obligacji skarbowych topnieje od wielu dni, dokładniej od 8 czerwca i dotyczy to zarówno obligacji USA jak i papierów w Europie, co stoi w pewnej sprzeczności w zachowaniu indeksów giełdowych (wzrosty) oraz coraz większej liczbie danych potwierdzających ożywienie gospodarcze czy też raczej zażegnanie ryzyka długotrwałej recesji. Niemniej i w przeszłości obserwowaliśmy podobny trend – akcje drożały, a rentowności spadały i nie miało to nic wspólnego z przewidywaniami dotyczącymi inflacji czy też zwiększenia podaży długu, ale ze zwiększaniem bilansów banków centralnych.

Czy tym razem jest inaczej, a zakupy obligacji dyktował inwestorom strach przed kupowaniem coraz droższych akcji? Wkrótce się przekonamy, warto tylko odnotować, że w czwartek i piątek rentowności obligacji rosły w Europie (w USA nadal spadały), co być może należy wiązać z uchwaleniem programu pomocowego – pieniądze będą musiały się znaleźć. Zresztą mówimy o „skoku” niemieckich bundów o 5 pkt bazowych – rzecz istotna tylko dlatego, że jeszcze punkt, a najlepiej dwa lub trzy, a przełamany zostanie krótkoterminowy trend spadkowy. Natomiast droga do wzrostu rentowności powyżej naprawdę istotnego poziomu (-0,2 proc.) jest wciąż daleka, w piątek po południu było to -0,44 proc. Niemniej, jeśli ktoś wierzy wykresom i dywergencjom – obiecują one zmianę wieloletniego trendu, nie wiadomo tylko kiedy, a ma to zwykle istotne znaczenie dla inwestorów. 

Wiadomo natomiast kiedy inflacja ma zanotować dołek w Polsce. Według projekcji inflacyjnej NBP wskaźnik wzrostu cen osiągnie minimum na poziomie 1,3 proc. w I kwartale przyszłego roku. Czyli akurat wtedy, kiedy w nowe okresy odsetkowe wejdą sprzedawane w okresie największego boomu obligacje indeksowanych inflacją (w komentarzach przestrzegliśmy, by uważać na efekt wysokiej bazy). Niemniej, kupione wówczas obligacje czteroletnie dawały 2,4 proc. odsetek w pierwszym roku, jest więc szansa na to, że inflacja zostanie pokonana. W kolejnych kwartałach inflacja ma stopniowo rosnąć, do 1,5-1,6 proc. w II półroczu przyszłego roku i osiągnąć 2,2 proc. w II półroczu 2022 r. Daje to perspektywę osiągnięcia ok. 2,4 proc. średniego zysku z inwestycji w obligacje czteroletnie indeksowane inflacją, które zostałyby kupione w II półroczu br. Oczywiście, o ile NBP trafi z projekcją inflacyjną w punkt, a trzeba dodać – bez złośliwości – że w ostatnich latach raczej projekcja nie doszacowywała tempa wzrostu cen w Polsce. Dzięki projekcji mamy zgrubne pojęcie o tym, czego możemy spodziewać się po papierach, które były w ostatnich latach największą i najbardziej udaną konkurencją dla papierów korporacyjnych oferowanych inwestorom indywidualnym. Widzą to też ich nabywcy. Ghelamco w czerwcu i lipcu przeprowadziło cztery emisje publiczne dla inwestorów indywidualnych warte łącznie 205 mln zł. Łączny popyt sięgnął zaś 446 mln zł – tak podziałała na inwestorów możliwość ulokowania pieniędzy na stałe 6,1 proc. przez 3,5 roku. Wygląda na to, że zainteresowanie obligacjami korporacyjnymi wśród indywidualnych nabywców może w tym roku nawiązać – przynajmniej pod względem przewagi popytu nad ofertami – do najlepszych momentów z lat 2015-17.

Więcej wiadomości kategorii Komentarze

Emisje