wtorek, 20 kwietnia 2021

Newsroom

Rozmowa Obligacje.pl: Na rynku czuć głód nowych emisji

pytania zadawał Michał Sadrak | 11 marca 2021

Konrad Sobczyk, szef działu rynku długu w Haitong Banku odpowiada na pytania Obligacje.pl.

Konrad Sobczyk_Haitong BankObligacje.pl: Mija rok od pandemicznej wyprzedaży na rynku obligacji korporacyjnych i ogromnych odpływów z funduszy firmowego długu. Fundusze notują niewielkie napływy netto, ale oczywiście nie odbudowały aktywów do poziomu sprzed pandemii, choć sam rynek firmowych obligacji nie wygląda chyba aż tak źle. Jak Pan to ocenia?

Konrad Sobczyk, szef działu rynku długu w Haitong Banku: W marcu ub.r. odpłynęło z funduszy ponad 20 mld zł. W kwietniu były nadal odpływy, ale już od maja do grudnia saldo napływów było dodatnie. Znacząco zmieniła się jednak struktura funduszy, gdzie udział tych inwestujących w korporacyjny dług znacząco spadł. Pieniądze więc wracają, ale na funduszach obligacji firm cały czas jest dziura na około 6 mld zł.

Na samym rynku sentyment się poprawia. Widać, że światełko w tunelu świeci coraz mocniej. Postępujące szczepienia i nadzieje na dalsze odmrażanie gospodarki powodują, że na rynku rośnie chęć do inwestowania w takie aktywa, jak obligacje korporacyjne. Z naszych rozmów z emitentami wynika z kolei, że presja cenowa jest coraz silniejsza, dlatego bardzo jestem ciekaw najbliższych miesięcy. Także pod względem tego, jak zareagują inwestorzy, szczególnie ci profesjonalni. 

Oczywiście na rynku nadal jest niepewność, ale zarazem czuć powoli głód nowych emisji.

- Jak przez ten rok zmieniły się warunki finansowania obligacjami w zakresie kuponów, tenorów, czy żądanych zabezpieczeń? 

- Początek okresu pandemii to było potężne zamrożenie rynku, więc niewielu chętnych do emisji, a tym bardziej inwestowania. Oczywiście widoczny był również wzrost marż. Od wakacji, gdzie rynek powoli zaczął się otwierać, a środki do funduszy zaczęły wracać, emisje miały już spore zainteresowanie. Dziś jesteśmy w sytuacji, gdzie niektórzy zdołali nawet utrzymać poziomy marż sprzed pandemii.

Tendencja ustanawiania zabezpieczeń lekko się zwiększyła. Obserwowaliśmy więcej emisji zabezpieczonych. Lecz pamiętajmy, że w niektórych przypadkach kwestia zabezpieczenia nie decyduje o poziomie marży, a o tym, czy w ogóle emisję uda się uplasować. 

- Te warunki finansowania zmieniły się dla wszystkich, czy bardziej selektywnie w poszczególnych branżach, czy wręcz samych spółkach?

- Widzimy to dobrze na przykładnie deweloperów, którzy są najbardziej aktywni na rynku. Emisje deweloperów mieszkaniowych idą dobrze, ale trudniej jest dziś plasować dług podmiotom, które dostarczają powierzchnię komercyjną. 

Spółki, które są z tzw. „real economy” nadal mogą liczyć na lepsze warunki cenowe. Naturalnie, podmioty dotknięte pandemią są w trudniejszej sytuacji. Myślę więc, że rynek reaguje właściwie, czyli ci emitenci, którzy radzą sobie dobrze, mogą dalej liczyć na finansowanie i korzystne warunki, a ci, których sytuacja dotknęła mocniej, będą ponosili wyższe koszty finansowania.

- Dotychczas nie widzieliśmy na rynku jakichś znaczących defaultów w wyniku pandemii. Z drugiej strony większość programów pomocowych jest raczej bliżej końca niż początku. Czy możemy zatem spodziewać się jeszcze jakichś istotnych problemów na rynku obligacji firm?

- Praca domowa została odrobiona i cały czas jest odrabiana przez wszystkie podmioty, które zostały dotknięte pandemią. Podejście inwestorów i banków jest inne niż kiedyś, jest też duże zrozumienie dla tej sytuacji, z którą mamy do czynienia. Wszyscy mają nadzieję na powrót do otwarcia gospodarki. Jeśli widać, że model biznesowy rokuje, nie ma przeciwskazań do dyskusji o prolongowaniu finansowania.

Nie widać też specjalnie, żeby inwestorzy profesjonalni w jakiś sposób dawali sygnał, że dany dług jest wymagalny. Jak zawsze, wiele zależy od tego, kto jest po drugiej stronie takiej emisji. Jeśli jest to finansowanie od inwestorów profesjonalnych, istnieje duża przestrzeń do rozmów. Jeśli jednak obligatariat składa się z inwestorów detalicznych, w przypadku konieczności przeprowadzenia z nimi dyskusji o warunkach emisji, jest to po prostu znacznie trudniejsze pod wieloma względami.

Na pewno kontakt z rynkiem i rozmowy są konieczne, żeby w dzisiejszych czasach być w miarę spokojnym o płynność.

- Czy przy zerowych stopach, rynku opartym na zmiennym kuponie i relatywnie wysokich opłatach za zarządzanie, fundusze obligacji korporacyjnych mają w ogóle szansę na większe napływy?

- Wydaje się, że mimo wszystko, to co pokazują fundusze pod względem stóp zwrotu, cały czas wypada lepiej niż lokata. Można liczyć, że środki powoli będą wracały do funduszy. Pytanie o ich podejście do inwestowania w nowe emisje. Z jednej strony, większość funduszy musi przecież szukać relatywnie niskiego ryzyka, ale z odpowiednio wysokim poziomem marży, żeby pokryć opłaty za zarządzanie i pokazać jakiś sensowny zysk. Dlatego myślę, że w najbliższych miesiącach fundusze wcale nie będą bardzo skłonne, żeby wchodzić w emisje na niskich marżach.

- Czy bardzo ostrożne podejście banków do kredytowania przedsiębiorstw w okresie pandemii może pomóc rynkowi obligacji?

- Generalnie odpowiedź jest twierdząca. Ale jeśli spojrzymy na rynek, to widzimy, że jest duże zrozumienie i chęć finansowania przedsiębiorstw. Przykładem jest Arctic Paper, który schodzi z rynku obligacji, a robi refinansowanie w bankach. W ubiegłym roku byliśmy świadkami kilku podobnych sytuacji, gdzie dług obligacyjny „zasypywano” kredytami bankowymi.

Mimo wszystko, w tej chwili przy sporej nadpłynności banków jest chęć do finansowania przedsiębiorstw. 

- Wspomniany przez Pana proces powoduje, że na Catalyst systematycznie ubywa emitentów. Są zatem jakieś widoki na poprawę?

- Myślę, że wszyscy nad tym pracujemy. Robimy różnego rodzaju spotkania i konferencje, żeby zachęcać emitentów do wyjścia na rynek obligacji. Staramy się mówić o pewnych korzyściach z obecności na tym rynku. Faktycznie, nowych emitentów jest niewielu, ale wydaje się jednak, że jest szansa na nowe podmioty. 

Po stronie inwestorów pewnym problemem jest nadmierna koncentracja tylko na kilku wybranych branżach. Z kolei po stronie emitentów stoi wiele znaków zapytania, na przykład w kwestii obowiązków informacyjnych. Oczekiwania inwestorów profesjonalnych są jasne - obligacje powinny być notowane, bynajmniej nie dla obrotu nimi, a właśnie dla konieczności wypełniania obowiązków informacyjnych przez emitentów.

- Ostatnie pytanie. Zielone obligacje i obligacje zrównoważonego rozwoju. Hit czy kit? Czy te papiery mają szansę zyskać w Polsce na popularności, poza tymi największymi miliardowymi emisjami?

- Kierunek „gramy w zielone” jest jak najbardziej słuszny. Na rynkach światowych rośnie on w ogromnym tempie. Pojawiają się nowi gracze i mam tu na myśli zupełnie nowe podmioty, które chcą inwestować w taki dług. To są jednak głównie duże finansowania. Nasze rodzime podmioty też powoli zaczynają się orientować, że ten kierunek ma sens.

W dłuższej perspektywie zielone finansowanie może być wręcz warunkiem koniecznym do uplasowania emisji, niekoniecznie natomiast kwestią cenotwórczą. Choć to jest pewnie horyzont kilkuletni. 

Coraz więcej banków jest zielonych, obligacyjni inwestorzy też zaczynają tak patrzeć, a i regulator również przygląda się temu trendowi. Zielone obligacje będą się coraz bardziej rozpychać. Do nas przychodzi to po prostu z pewnym opóźnieniem.

Więcej wiadomości kategorii Komentarze

Emisje