środa, 23 maja 2018

Newsroom

Podsumowanie tygodnia: Głowy w popiele

msd | 20 kwietnia 2018
GetBack infekuje innych emitentów. Nawet obligacje Kruka spadły poniżej nominału, w przypadku Bestu rentowność niektórych serii przekracza oprocentowanie o 2 pkt proc. Tak rynek dyskontuje potencjalne kłopoty z plasowaniem nowych emisji.

Zgodnie z przewidywaniami GetBack nie spłacił serii należącej do Quercusa, napływają też – nieoficjalne i niezweryfikowane - sygnały o opóźnieniach w spłatach niektórych serii prywatnych. 

W tej sprawie jest wiele zagadek. Jak mogło dojść do tego, że GetBack stał się kolosem na glinianych nogach? Zmowę uczestników rynku można wykluczyć, tak samo jak wiele innych fantastycznych scenariuszy. Niemniej, ktoś przecież raporty GetBacku badał i audytorzy nie dostrzegli nieprawidłowości. Nie sygnalizowały ich agencje ratingowe, oceny na poziome B są niskie, informują o ryzyku, ale także o zdolności do obsługi zadłużenia w sprzyjających warunkach rynkowych. A te trudno uznać za niesprzyjające. Analitycy wydający rekomendacje kupna nie byli przekonujący w swych zastrzeżeniach, skoro wyceny odbiegały od notowań, a tym bardziej od ostatniego kursu. Wreszcie ostatnim argumentem była obecność Abrisu w akcjonariacie – dla wielu było to gwarancją, że przynajmniej do czasu sprzedaży akcji przez fundusz nic złego z GetBackiem stać się nie może. Do tego jeszcze KNF, która nie tylko zatwierdziła prospekt, ale także nadzorowała jego fundusze. Plus długa lista instytucjonalnych nabywców obligacji, na której znalazły się także OFE – instytucje podchodzące do obligacji korporacyjnych nader konserwatywnie od czasów PBG (w ub.r. OFE zwiększyły zaangażowanie tylko w obligacjach dwóch spółek) oraz długa lista oferujących, w tym także instytucje najbardziej nobliwe. Sieci wydawały się gęste, a jednak GetBack się przez nie prześlizgnął. Czy przeciętny inwestor indywidualny mógł uznać, że wszystkie te renomowane instytucje popełniły błąd? Mógł, ale tylko wówczas, jeśli zawierzył własnej intuicji. Nie można tego przypadku nazwać inaczej niż blamażem rynku kapitałowego z jednej strony i – tak! – geniuszem drugiej, która skutecznie wodziła wszystkich za nos rozsypując wokół banknoty o wysokim nominale.

Pozostaje jeszcze zrozumienie samego modelu działania GetBacku i intencji jego głowy. Drogo kupowane wierzytelności, później wyceniane w księgach jeszcze wyżej, emisje obligacji prawdopodobnie z połamaniem ustawy o ofercie publicznej (KNF skutecznie ściga małe firmy, tu wykazała się ślepotą), finansowanie potwornie drogim długiem – w pewnym momencie to musiało się zapaść, choć my wiemy o tym dopiero teraz, gdy problemy z płynnością są już oczywiste. Ale zarząd musiał znać je znacznie wcześniej (rezygnacja Pawła Trybuchowskiego jesienią ub.r. nabiera nowego znaczenia). Jakim cudem nie wiedziała o nich rada nadzorcza? To miejsce na kolejną spiskową hipotezę. Ale w tym właśnie sęk – nikt nie mógł zakładać, że GetBack – ten cudowny twór o szybko rosnących aktywach – jest wiedziony przez prezesa spółki (zarząd?) wprost nad przepaść. Poziom wiedzy jest w tym momencie tak niski, że nie wiadomo, czy jeszcze nad nią stoimy, czy lecimy, czy też GetBack znalazł się już na jej dnie, a nam pozostaje tylko przeprowadzenie sekcji.

Blamaż rynkowych mechanizmów ostrożnościowych rozlewa się już na cały rynek. Obligacje Kruka – pierwszy raz, odkąd pamiętam, a sprawdzam notowania regularnie od siedmiu lat – zanurkowały poniżej nominału, Bestu do 93 proc. (w czwartek nawet niżej), tańsze niż zwykle są też papiery Ghelamco. To może być sygnał dyskontowania warunków przyszłych emisji na trudniejszych dla emitentów warunkach, ale może być to także świadectwo walki o płynność (lub tylko jej buforowania) przez niektóre fundusze. Ta druga opcja byłaby zachętą do nadstawiania koszyków.

Więcej wiadomości o GetBack S.A.

Więcej wiadomości kategorii Komentarze

Emisje