wtorek, 18 czerwca 2024

Newsroom

Podsumowanie tygodnia: W oczekiwaniu na easy money

Emil Szweda | 09 czerwca 2023
Przez pięć ostatnich dekad zakończenie cyklu podwyżek stóp w USA przekładało się na późniejszy rajd cen obligacji. Wyjątkiem był przypadek z początku lat 80., ale wtedy opóźnienie zostało odrobione z nawiązką w kolejnym roku. W analogicznej sytuacji rentowność naszych obligacji spadać jakoś nie chce.

Minęły właśnie trzy kwartały od ostatniej decyzji o podniesieniu stóp procentowych podjętej przez Radę Polityki Pieniężnej. Rentowność dziesięciolatek wynosiła wówczas 6,05 proc., a obecnie jest to 5,89 proc. „Reguła” więc działa i co ważniejsze – obecna rentowność zostawia też sporo miejsca na wzrost cen, jeśli okaże się, że dotychczasowe podwyżki wystarczą do zbicia inflacji do celu. Niemniej, w przypadku naszych obligacji rentowność zależy nie tylko od sprawności RPP w zarządzaniu procesami inflacyjnymi, ale przede wszystkim od rynków bazowych. W strefie euro i w USA cykl zacieśniania polityki pieniężnej nie został oficjalnie zakończony, zaś rentowność obligacji utrzymuje się wprawdzie poniżej szczytowych wartości, ale jednocześnie nie widać skłonności rynku do wyraźnego spadku rentowności (wzrostu cen obligacji). Niby od kilku miesięcy utrzymuje się trend boczny, ale zmienność w jego ramach ma siłę małego tornada. Żeby nie szukać daleko – we wtorek rentowność niemieckich obligacji dziesięcioletnich najpierw spadła o prawie 10 punktów i jeszcze tego samego dnia powróciła do punktu wyjścia.

Oczywiście już sam trend boczny przy wysokim poziomie rentowności jest sprzymierzeńcem inwestorów, wystarcza bowiem do osiągania wyraźnie dodatnich stóp zwrotu. Jeśli inflacja faktycznie zacznie spadać, taka sytuacja wcześniej czy później zostanie dostrzeżona przez posiadaczy wolnych środków, co z kolei przyciągnie na rynek długu nowy kapitał i ostatecznie przeważy szalę na korzyść wzrostu cen (spadku rentowności). Póki co, rynek oferuje tylko emocje w ramach trendu bocznego i konkluzję, że lepiej nie znaleźć się po niewłaściwej stronie rynku, jeśli dojdzie do wybicia, zwłaszcza, gdyby miało się okazać, że do okiełznania inflacji potrzebne są jednak kolejne podwyżki stóp. Poglądów na temat tego jak powinna wyglądać polityka pieniężna jest więcej niż ekonomistów i każdy inwestor musi sam dokonać oceny perspektyw wysokości stóp procentowych, być może kierując się własnymi analizami.

Z jakiegoś powodu nadzór finansowy uznał, że ryzyko nietrafionych inwestycji związane ze stopą procentową jest dalece niższe niż związanych z błędną oceną ryzyka kredytowego i nie stawia żadnych przeszkód inwestycjom w obligacje skarbowe o stałym oprocentowaniu. Natomiast w tym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy inspirowanej przez KNF, zgodnie z którą nominał pojedynczej obligacji korporacyjnej, której przeznaczeniem nie jest obrót regulowany, nie może być niższy niż równowartość 40 tys. EUR. Zapis właściwie eliminuje z rynku emisje obligacji, które tworzyły od ponad dekady jego margines. Zawsze znalazło się jakieś biuro maklerskie, które oferowało obligacje wysokiego ryzyka, biorąc procentowo grube prowizje za pozyskanie nominalnie niewielkich kwot. Wszystkie te biura straciły już licencje na oferowanie, nowelizacja przepisów zostanie uchwalona mniej więcej dekadę po tym, kiedy była potrzebna i ma charakter prewencyjny – nikomu już nie przyjdzie do głowy pozyskiwanie środków z emisji obligacji kierowanych do inwestorów nieświadomych ryzyka kredytowego. Co nie znaczy, że od tej pory inwestorzy będą lokować środki tylko w bezpieczne rozwiązania. Rynek nie znosi próżni i choć publicznie i po kryjomu drobnym inwestorom „trefnych” obligacji oferować nie będzie można, to weksle jak najbardziej. Nadzór nie ma uprawnień by badać publiczne zachęty do zakupu weksli. Jakieś pomysły na obejście przepisów zawsze się znajdują, a profilaktyka nie jest mocną stroną rynku kapitałowego. W końcu to handel ryzykiem jest jego sensem. 

Więcej wiadomości o Skarb Państwa

Więcej wiadomości kategorii Komentarze