niedziela, 30 kwietnia 2017

Newsroom

Podsumowanie tygodnia: Emisja GPW jak zapowiedź roku

Emil Szweda, Obligacje.pl | 05 stycznia 2017
Pięć lat temu GPW musiała poszerzyć konsorcjum oferujących, by znaleźć dość chętnych do obejmowania obligacji. W tym roku emisję zamknęła w jeden dzień.

Można wynik styczniowej oferty GPW potraktować jako sukces samej Giełdy, która bez żadnych zabezpieczeń i dodatkowych kowenantów pozyskała finansowanie taniej (95 pkt bazowych ponad WIBOR), niż jest w stanie je pozyskać najbardziej wiarygodny kredytobiorca kupujący mieszkanie z wysokim udziałem własnym. Giełda zapłaciła też niewiele więcej niż pozyskuje finansowanie największy polski bank hipoteczny (PKO BP BH pozyskał w październiku finansowanie w euro o stałym kuponie, ale po przeliczeniu jest to odpowiednik 45-60 pkt bazowych ponad WIBOR). Ale można też spojrzeć nieco szerzej – najlepiej z pięcioletniej perspektywy – by dostrzec, jak wiele zmieniło się od czasu pierwszej publicznej emisji obligacji Giełdy na naszym rynku. Z drugiej stronie o sukcesie emisji GPW znów zdaje się decydować obecność DM PKO BP w gronie oferujących, którego dokooptowanie do grona oferujących pięć lat temu pozwoliło Giełdzie zamknąć emisję skierowaną do inwestorów detalicznych bez konieczności tłumaczenia się z wyników emisji.

Skoro jednak inwestorzy detaliczni tak ochoczo kupowali obligacje oprocentowane tak nisko (tylko trochę wyżej niż lokaty czy detaliczne obligacje skarbowe), nie ma co dyskutować z tym faktem. Raczej należy sadzić, że jest to dobra zapowiedź całego roku na rynku pierwotnym – popyt na obligacje będzie zapewne rósł tym bardziej, im mocniej banki będą przycinały oprocentowanie depozytów, co – jak wiemy – ma też miejsce od początku 2017 r.  Oczywiście nie mówimy tu o wielkiej rotacji - w bankach leżakują na depozytach setki miliardów złotych, a publiczne emisje obligacji w tym roku w najlepszym wypadku przekroczą 2 mld zł. Jednak przeniknięcie nawet mniej niż 0,5 proc. depozytów bankowych na rynek obligacji wystarczy, by za rok o tej porze odtrąbić kolejny rok rekordów na Catalyst.

Kto uważa, że bezpieczniej jest inwestować za pośrednictwem profesjonalistów, może skorzystać z oferty funduszy. Krajowe fundusze obligacji korporacyjnych zarobiły w ub.r. średnio 2,66 proc. (mniej niż płaci Giełda za swoje obligacje), przy czym amplituda w grupie była wysoka i wyniosła od 1 proc. do 6 proc. Okazuje się, że najsłabszy w tym roku fundusz zbudował znaczącą pozycję na rynku tureckim (46 proc. aktywów według stanu na 30 czerwca), co wcześniej dawało dodatkowy zysk (obligacje tureckiego rządu i emitentów są oprocentowane wyżej niż w Polsce), ale gdy sytuacja się zmieniła, efekt jest odwrotny. Z kolei najmocniejszy fundusz – Open Finance Obligacji Przedsiębiorstw FIZ AN Seria C – sprawozdań finansowych nie publikuje, ale jego zarządzający – Rafał Lis – nie raz mówił publicznie i prywatnie, że jego fundusz jest tym, który bierze pieniądze za autentyczne zarządzanie ryzykiem i aktywnie poszukuje emisji dających wyższe stopy zwrotu.

Dla inwestorów stosujących podobną strategię mamy dobrą wiadomość – z szacunków redakcji Obligacje.pl wynika, że w tym roku z Catalyst nie zostaną wykupione obligacje o wartości ok. 140 mln zł wobec 10,5 mld zł zapadających papierów, co dawałoby 1,3 proc. odsetek niewykupionych papierów. Po III kwartale 2016 r. było to 5,6 proc. W prognozowanej kwocie 118 mln zł to papiery, o których z góry wiadomo, że nie zostaną wykupione w terminie (emitenci uciekli pod ochronę ustawy restrukturyzacyjnej), nowych powodów do zmartwień ma być mniej niż w latach poprzednich.

Więcej wiadomości kategorii Komentarze

Emisje